Archiwum tagu ‘surrealizm’
Eraserhead (1977)

Witam po długiej nieobecności. Wakacje się skończyły, więc trzeba się zabrać do pracy. A jest o czym pisać. Jako, że wypoczęty umysł nie znosi próżni, postanowiłem zobaczyć coś z większego kalibru. Coś co zmiesza mnie z błotem i postawi gołego przed furtką.
Eraserhead to pierwsza poważna produkcja kontrowersyjnego reżysera-malarza: Davida Lyncha. Film to fundamentalne dzieło surrealistyczne. Miałem okazję recenzować już filmy tego pokroju, ale ten zmienia wszystko. Dalej to już tylko oniryzm i koszmar. Czytaj dalej »
Być jak John Malkovich (1999)

Cel życia? Takowy istnieje? Gdyby nie patrzeć można żyć bez celu. A może jednak? Niestety w życiu zdarzają się rzeczy nie śniące się filozofom. Na te rzeczy pracujemy codziennie oddając pot, krew i łzy. A może znajdzie się taka odskocznia w której choć przez chwilę poczujemy się jak największe gwiazdy światowego formatu. Przecież gwiazdy nie popadają w rutynę. Choć czasem/często mają problemy. I oto ten film nam to zapewni. Może nie jakiegoś Wood’ego Allena czy Pamelę Andrerson. Jak na razie Johna Malkovicha.
Utalentowany lalkarz – Craig Schwartz otrzymuje pracę jako urzędnik w biurze na 7 1/2 piętrze wielkiego wieżowca. Tak, dobrze przeczytaliście: siódmym i pół piętrze. A to że w życiu mu się nie układa nawet z jego żoną, poznaje i od razu zakochuje się w Maxine, która również pracuje w firmie. Lecz pewnego razu Craig zauważa za szafką są drzwiczki, które prowadzą korytarzem do… głowy Johna Malkovicha. Już chyba wszystko jasne. Interes życia, spełnione pragnienia czy coś więcej?
Uwielbiam filmy w których rozkoszuję się każdą sceną, każdym ujęciem i wspaniałą grą aktorską. Ten film spełnił to w niemal 100%. Trzeba dodać że film jest bardzo szalony i pokręcony. Dla mnie pojęcie surrealistyczne jest zbyt duże aby tak oceniać ten film. Owszem wiele osób twierdzi, że za dużo abstrakcji panuje w filmie. A dla mnie za mało? Jednak nonsens spotykamy na każdym kroku.
Od zawsze interesowały mnie sny kontrolowane. Wręcz kilkakrotnie przeżyłem coś takiego. Oglądając ten film ponownie poczułem to kierując samym Malkovichem. I nie potrzebne było mi 3D, ani inne techniki manipulacyjne. Wystarczył dobry montaż i genialna gra Johna Malkovicha. Bo przecież zagrał samego siebie. Podwójna fabuła, która w pewnych momentach przeplata się ze sobą daje poczucie satysfakcji. A jednak pragnienie bycia sławnym aktorem kusi by pozostać przy jednym wątku. Aby wyzwolić się z szarugi życia i zawładnąć zdobytymi już osiągnięciami.
Film daje do myślenia. Jak zawsze
Ale ogarnięcie prostego przekazu po przez niesamowitą, wręcz eksperymentalną formę to sztuka. Pewnie kiedyś do niego wrócę. Nie podobał mi się wątek z szefem – dr Lesterem. Na pewno był potrzebny, ale w innym wydaniu. Irytowała mnie również zaściankowość i zamknięcie jako ograniczenie. Potrzebna była większa różnorodność lokacji. Ale i tak film zasługuje na wysoką notę. Jak na razie.
Dla kogo film:
Jeśli nie boisz się nonsensu, a wręcz go kochasz.
Jeśli jesteś fanem Johna Malkovicha.
Jeśli życie dało Ci w kość.
Dla kogoś kto wpadł w depresję i (patrz 1)
tytuł oryginalny: Being John Malkovich
rok produkcji: 1999
reżyseria: Spike Jonze
obsada: John Cusack, Cameron Diaz, Catherine Keener, John Malkovich,
Trailer:
Ocena:
![]()
Pies Andaluzyjski (1928)

Mam przyjemność przedstawić wam film w pełnej postaci. Nie bój się że nic z niego nie zrozumiesz. Na tym polega sztuczka zwana surrealizmem, aby twój mózg zamienił się w pulpę białego mięsa… oczywiście w przenośni
. Dalej to już tylko abstrakcja:
Surrealizm. Czym jest? On jest nami pomiędzy cząsteczkami. Prosty, buforowy znak na niebie. Pytasz: po co? On jest wykładnikiem wiedzy. Naszych umysłów prawie nieskończonych. Niezależnie czy kobieta czy pies. Pracujesz na nią bezskutecznie. Co chwila dajesz znaki i znikasz. Prosisz o przerwę zbyteczną. Krzyżujesz strefy niebezpieczne. Bez skutku, bez sensu.
Bez sensu są rozmowy profesorskie, prasowanie na plaży i komnata z zapałek. Dalej to już popis, nie awangarda. Starasz się dorównać Mironowi, Dali… bezskutecznie. Bez sensu. Niepotrzebnie! Życie same w sobie to abstrakcja. Zostaw proszę ten gatunek bezgłowy. Nic nie znaczący.
Jeśli chodzi o sam film… Monumentalny eksperyment duetu Bunuel & Dali. Dzisiaj bardziej dziwaczny niż szokujący. Co się dziwić. Dla ludzi z lat dwudziestych dwudziestego wieku był to szok. Nieprzetarte szlaki zostały otwarte. Panujący surrealizm wdarł się do świata X muzy. Nie było premier, gali, nagród, fleszy etc. Było obrzydzenie, zdziwienie, zaskoczenie. Oto przecież chodziło. Dziś kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do krwi i nagości film nie robi na nas większego wrażenia. Natomiast dalej zagadką pozostaje montaż i przesłanie… a raczej jego brak. No właśnie.
Film nie posiada jednolitej fabuły, lecz jest połączeniem różnych scen w których pokazana jest albo symbolika, albo szokujące doznanie, albo abstrakcyjność. Muzyka także wydaje się oddalona od ówczesnej rzeczywistości co podkreśla repetycyjność.
Oceniać filmów tego pokroju nie będę. Nie ma sensu. Porównywanie tego typu eksperymentów z produkcjami pełnometrażowymi mija się z celem.
Zaciekawił, wciągnął, poruszył, lecz chciałem zobaczyć coś więcej. Więcej cięć i nonsensu. Rodem z poszatkowanej mózgownicy dr Abstrakcyi. Magnifiquement.
Komentarze (1)
Dodaj komentarz
Komentarze (2)