Co się to ze mną dzieje. 1,5 miesiąca bezczynności to iście pogrzebanie tego bloga. Mama nadzieję, że wciąż ktoś zagląda tu i nie doszło do częściowego rozkładu. Trzeba wziąć się do roboty, choć czasu mam niewiele. Ale przez lenistwo wszystko przemawia. Na post dzisiejszy zaplanowałem szybkie i krótki podsumowanie filmów jakie widziałem w ostatnim czasie. Nie ma co się obijać…
1. Sherlock Holmes (2009)

Oto czego od Hollywoodzkich filmów oczekuję. Prostoty, efektów i różnorodności. Ten film to balsam na wszelkie dolegliwości stresowe. Bardzo ciekawie opowiedziana historia, choć momentami za bardzo pomieszana i chaotyczna. Przede wszystkim chwalę odzwierciedlenie brudnej i szarej Anglii XIX w. Pięknie skomponowany Londyn z dziesiątkami ulic i kanałów. A to wszystko przyprawione efektami specjalnymi. Miałem pewne obawy, aby w rolę głównego detektywa wcielić Roberta Downeya Jra. I tak otrzymaliśmy oryginalny i niesamowity duet porównywalny do serialowej pary House & Wilson. Więc moje obawy przemieniły się w zachwyt. Muzyka bardzo ciekawa, a szczególnie motyw grany na harmonii. Bardzo podtrzymywało klimat.
Ciekawy byłem co to stworzy nam Guy Ritchie, bardziej słynny z małżeństwa z Madonną. A tu niespodzianka. Całkiem dobre kino, akurat aby się odprężyć i przypomnieć co nie co o słynnym detektywie z Baker Street.
2. Oszukać przeznaczenie 4 (2009)

Szkoda słów. szkoda zdań. Marnować przestrzeń tego postu? Powiem krótko, to nie horror, ani thriller tylko czysta komedia. Rzeczy które tam się dzieją to zbiór gagów, a nie kompletny film. Rozumiem popyt na tego typu “grozę”, tylko nie rozumiem dlaczego ludzie tak się zachwycają. Poziom efektów to dno dna dna i metr mułu. Nawet sami rodzice powiedzieli, że jeszcze nigdy się tak nie roześmiali, a nie są wielkimi znawcami kina.
Kicz i beznadzieja. Szkoda czasu. Naprawdę.
* * *
3. Leon Zawodowiec (1994)

Od zawsze czułem duży dystans do Jeana Reno. Irytował mnie jego sposób bycia w filmach. Lecz śmiało mogę powiedzieć, że to jest jego rola życia. Film pełen pasji i ludzkiego zła. Bardzo kontrowersyjny. Jednak nie potrafię zrozumieć, dlaczego jest aż tak bardzo uwielbiany i zachwalany. Owszem, jest dobry. Młoda Portman, Oldman i reszta to kunszt aktorski. Lokacje również wspaniałe. Jednak cała fabuła gdzieś się rozmywa i jest pustą bańką. Widać tu charakterystyczny dryg Bessona, który raczej mnie się nie podoba. Pozostaje natomiast dobre wrażenie i to się liczy. Kiedyś na pewno napiszę o tym filmie coś więcej, należy się.
4. Misery (1990)

Bez żadnych wątpliwości mogę przyznać, że “Misery” to jeden z najlepszych thrillerów wszech czasów, a Annie Wilkes to “wspaniały” czarny charakter. W końcu mogłem w całości zobaczyć ten film. Jako dziecko niedojrzałe pamiętam tylko fragmenty i… strach. Właśnie. Ten film pozostawił plamę na moim mózgu. Teraz po latach zmierzyłem się z nim i jestem zachwycony. Ten film powinien być kluczem (broń Boże, schematem) do tworzenia pełnych dreszczu i emocji filmów. Wbrew pozorom, film oscyluje wyłącznie wokół jednego domu i małego miasteczka, jednak wszystkie parametry zostały zachowane. Psychopatyczna pielęgniarka, która przetrzymuje powieściopisarza, żąda, ba, zmusza autora do zmiany zakończenia i kontynuowania serii romansów o tytułowej “Misery”. Psychopata + odcięty domek w górach= (nie, nie Lśnienie
) magiczna groza. Kolejna rzecz którą chwalę to ciekawość akcji. Mamy wiele wątków, które są kończone niekorzystnie dla głównego bohatera. Reżyser daje nam możliwość rozwinięcia wyobraźni. I tak jesteśmy ciekawi co by się stało gdyby… To główny składnik dobrego dreszczowca. A jednak brakuje go w niektórych produkcjach.
Zasłużony Oscar dla Kathy Bates. Nie wyobrażam sobie innej aktorki w tej roli. Widz, aż ma ochotę zarąbać ją siekierą, a ostatnie sceny powodują iście wzrost adrenaliny i przenoszą nas na środek ringu. Emocje, emocje, jeszcze raz emocje.
5. Okrucieństwo nie do przyjęcia (2003)

Coen. To nazwisko/nazwiska mówią wszystko. Choć w ich karierze są filmy lepsze lub gorszy, każdy ma swoją magię i nieodparty urok. Ta z pozoru lekka komedia romantyczna to tak naprawdę nauka o związkach i skrajnościach. Zaś bohaterowie braci Coen to wachlarz charakterów i cech. Nie znajdziesz tu ludzi wyłącznie dobrych lub wyłącznie złych. Każdy ma przekichane, i każdy coś z sobą reprezentuje. W tym film Catherine Zeta-Jones pokazała klasę, zagrała niewzruszoną egoistkę, której celem jest wysysanie z mężczyzn ile się da (pieniędzy oczywiście). Zaś George Clooney w niczym się nie popisał. Znowu te same grymasy, nic wyjątkowego.
Film uznaję raczej za konwencjonalny, wręcz oklepany. Niestety mało kto go pamięta i pozostanie jedynie jednym z gorszych filmów słynnych Hollywoodzkich braci. Mam nadzieję, że Coenowie dopiero się rozkręcają i wkrótce zostaniemy miło zaskoczenie. Na razie pozostają mi seanse takich filmów jak “The Serious Man”, “To nie jest kraj dla starych ludzi” czy “Fargo”.
6. Koralina (2009)

Wielka szkoda dla całej kinematografii za sposób myślenia wielu widzów. Według niektórych jeżeli mówimy o animacji to niektórzy od razu kojarzą: Disney, DreamWorks, Pixar etc. Czyli ci najwięksi. Tu mamy coś wyjątkowego. Nie ma tumanu brokatu i serpentyn. To animacja na skraju horroru. A wszystko tworzone techniką poklatkową daje nam abstrakcyjną krainę światów równoległych, gdzie wszystko się może zdarzyć.
Przesłanie łatwo dostępne dla młodszych widzów, ale i skierowane do dorosłych. Nie ignorujmy marzeń naszych dzieci! Znajdźmy czas aby nie wychowywały się same!
Wiele ciekawych pomysłów. Barwne/szare postacie. Surrealistyczne przestrzenie i senne wspomnienia. To bez wątpienia atuty. Naprawdę podobał mi się, m.in ze względu na wyjątkowość i nietuzinkowość. Napisałbym więcej, ale limity…
7. Nostalgia anioła

Niech nikt nawet nie myśli, że moja ocena będzie się kierowała rozczarowaniem w stosunku do Jacksona. Absolutnie. O tym w innym temacie. Co do filmu… przeciętność. Nie zostało nic nowego odkryte. Zalało mnie 2 litry kiczu, zasypało 4 kilo tandety i polano cukierkowatą polewą. Wielka chaotyczność. Pochwała za to dla aktorów. spisali się oni na medal. Szczególnie Tucci oraz Sarandon. Pochwała także dla Marka Wahlberga, pokazał, że nie gra tylko rozrywkowe role, ale też potrafi się zmierzyć z dramatycznymi rolami.
Obraz nieba to kicz. Myślałem, że Jackson stworzy nowe, wizjonerskie niebo gdzie nie ma miejsca na tanią tandetę w stylu kolorowe kwiatki i chmurki. Wielka szkoda. Oczekiwania były wysokie, a stworzono przeciętniaka. Być może to wina (3!) scenarzystów, a może kryzys wieku średniego Jacksona.
Zdjęcia i efekty też nie powaliły. Wszystko było jasne i cukierkowate. Film jest za długi! Taki fetysz Jacksona, że film musi trwać co najmniej 2 h. A zakończenie to podsumowanie całej nieudolności. Scena wyjęta wprost z kiepskich serialowych thrillerów gdzie złego bohatera spotyka zasłużona kara. Pokazane w wyjątkowo nieudolny sposób. Na pocieszenie napiszę, że nie ma aż tak źle. Ciekawie został pociągnięty wątek zabójcy i siostry głównej bohaterki. Mam nadzieję, że to potknięcie zaowocuje tylko hossą w karierze Petera Jacksona.
![]()
* * *
Wybaczcie mi jeszcze raz tą dłuższą przerwę. Widać spadek mojej formy. Ale wiosna idzie, a z nią nadzieja i zapał na kolejne bzdury przeze mnie pisane. To tyle na dziś. Jak to było powiedziane…
Good Night and Good Luck!
Marakesh








