Archiwum kategorii ‘Uncategorized’

2012 (2009)

Infantylna bajeczka dla spragnionych mas.

Co do tego nie mam wątpliwości. Granice po raz kolejny zostały przekroczone. O to chodzi w Hollywood gdzie grupa wpływowych ludzi kieruje przebiegiem całości. A tą całością jest ogólnoświatowy trend. A raczej znak zapytania tyczący się przepowiedni na rok 2012. Wymysł nieznanych-wpływowych czy realne zagrożenie? W każdym bądź razie temat jest, no i powód do zrobienia kilku(nastu) milionów. Jednak mamy do czynienia z przeciętnym filmidłem, który nic nie wnosi do świata filmu. Wręcz przeciwnie.

Film twórców „Dnia Niepodległości”. Obraz ten to wielkie widowisko ze wspaniałymi efektami specjalnymi, błyskotliwym montażem i akcją trzymającą w napięciu od pierwszych chwil. Przed wiekami Majowie pozostawili ludzkości kalendarz, który dokładnie wskazywał datę końca świata i mówił o zjawiskach, które miały Czytaj dalej »

Kartofelnferien, czyli L4 do listopada

Niestety, zdrowie czasem (często) płata niesłychane  figle. Bądź co bądź jestem zmuszony na jakiś czas zachować absencję na moim blogu i wyzdrowieć w innym powołanym do tego miejscu gdzie brak dostępu do internetu. Mam nadzieję, że w listopadzie już będę i zacznę nowy miesiąc, z nowymi pomysłami; a kto wie, może zmianami.

I tak oto przeciągnie się mecenat jaki pelnił Pixar w miesiącu październik. Pozostały mi do omówienia takie produkcje jak “Gdzie jest Nemo”, “Iniemamocni”, “Auta”, “Ratatuj” oraz “WALL·E”. Okres hospitalizacji na pewno będzie czasem seansów filmów lepszych i gorszych. Tak więc zapisanych słów nie zabraknie.

A także uroczyście ogłaszam, że już w listopadzie odbędzie się premiera mojego debiutu w postaci eksperymentu montażowego. Szczegóły z początkiem listopada. Serdecznie zapraszam.

Tak więc do zobaczenia. Good Night,and Good Luck,

Między Nami (III) – Ignorancja

Wychodzę z domu, mijam kolejne klatki. Spotykam znajomą twarz. A więc jak kultura wypada, mówię “Dzień dobry” znajomej, powiedzmy mamie koleżanki. W zamian nic nie otrzymuję. Czuję się upokorzony, ale natychmiast wymyślam powód: “pewnie zamyślona była” “a może po prostu mnie nie pamięta?” “być może nie chce mówić”. Na pewno człowiek czuje się w tej sytuacji bardzo nie dobrze. Pewnie nie raz wam się taka sytuacja przydarzyła. Czytaj dalej »

Frantic (1988)

Frantic-5

Ścigany w zakochanym Paryżu.
Baaardzo tajemniczy film. Choć bardzo spokojny wręcz leniwy potrafi zahipnotyzować, wciągnąć do odtatniej sekundy. Polański wybrał bardzo romantyczne miejsce gdzie osadził parę amerykanów. Paryż, bo o nim mowa skupia ze sobą całą magię i niepowtarzalność. Poważna i odważna gra Harrisona Forda pozwala odczuć dreszcz emocji. Czytaj dalej »

Słomiany zapał zmorą każdego z nas

Dziś będzie krótko i na temat. Przecież prawie wakacje i nic nikomu się nie chce. Do rzeczy.
Ach jaki piękny byłby świat gdyby wszystkie nasze ambicje zostały spełnione. No nie wiem czy taki piękny. Każda dobra i zła ambicja ma swoich zwolenników, a także wykonawców. Ile to razy myślimy, że coś zrobimy. Ile razy chęć mamy na rzeczy ponad nasze miary. Chcemy, choć możemy, ale… nie potrafimy.
Człowiek jest z natury leniwy, a nazywamy to po prostu słomą. I tyle. Przecież miałem już w głowie tyle genialnych myśli. I żeby książkę przeczytać lub napisać, żeby świat zmienić lub po prostu posta napisać. Ech… i nic z tego nie wyszło. Dalej nie chce mi się pisać… natchnienie wypadło mi z głowy. Pozostaje położyć się na klawiaturze i kjdfhsjdfhjeriuihlfuhjlfhaiuerfhqafid zzzzzzzz zzzzzzzzzzzz zzzzzzz zzzzzz. Aaa, jeszcze nie idę spać, dobranoc.

Między nami (II)

Praktycznie nie istnieje osoba, która nie ma nic do powiedzenia. Mamy usta, mamy myśli. Choć prawdziwe, czasem obłędne i niczyje. Trochę szkoda że osoby dominujące nie zawsze dają głos tym słabszym. Od czegoś mamy usta, no i uszy.
Mamy różne formy wypowiedzi. Dużo? Każdy znajdzie coś dla siebie. Ostatnio modny jest internet. Piszę ostatnio, bo mam na myśli CAŁĄ historię, od starożytności zaczynając. Trzeba pamiętać, że kiedyś tylko nieliczni mogli wyrażać swoją opinię. Na obszarach gdzie panowała monarchia vel totalitaryzm, trzeba było się liczyć ze zdaniem władcy. Całe szczęście istniała w swoim czasie demokracja, która miała duży wpływ na rozwój dzisiejszego systemu politycznego Europy. I tak oto dzisiaj mamy największe prawa w stosunku do wyrażania swojej opinii. Zapewnia nam to przede wszystkim konstytucja. Nie tylko. Rozwój środków masowego przekazu doprowadził do odrodzenia się w nas pierwotnych instynktów odpowiedzialnych za… egoizm. Tak więc, czy wyrażanie swoich opinii to egoizm? Po części, na pewno. Bycie asertywnym daje nam te możliwości. Możemy wyrażać siebie po przez różne formy. Najłatwiejsza to właśnie internet. Rozwój komunikacji przyspiesza lokomotywę, która zaczęła bieg już w XIX w. Toczy się coraz szybciej. Do czego doprowadzi?

Anonimowość między nami narasta. Obecnie wolimy wyrażać swoją opinię w anonimowych formach, niż tworzyć spotkania wymiany zdań. Nie zawsze te spotkania są do zorganizowania. Jeśli mamy swoich znajomych, a oni nie grzeszą wolnością umysłową, raczej sobie nie pogadamy. Jedną z wad internetowego systemu komunikacji, to brak niewerbalnej mowy, oraz wielu aspektów mowy werbalnej. Choć macie możliwość komentowania, obrona własnego zdania jest utrudniona. Nie ma dynamicznego środka komunikacji.

Bardzo skomplikowanie brzmi: “Wyrażanie swojej opinii”. Przecież jest tyle rzeczy do skomentowania. Począwszy od dzieł Cycerona, kończąc na wyrażeniu swojej opinii na temat smaku piwa marki XXX. W dzisiejszej edukacji szkolnej, brak pokazania ludziom w jaki sposób można rozmawiać. Nie musi to być od razu inteligentna gadka studenta IV roku filozofii. Powinno się poznawać wyrażenia konwersacji. Wszyscy jesteśmy poddani konwencji. Tak więc zapytam się Ciebie, jak podobał Ci się film XYZ. “-Fajny” “-Super” “-Niezły”
No ludzie! Troszkę wyobraźni. Nawet jeśli to ma być potoczny język to niech z tego wyniknie kilka zdań. Wyrażanie siebie buduje naszą duszę i przedłuża życie psychiczne. Proszę zauważyć, że osoby bardziej wykwalifikowane umysłowo dłużej zachowują świadomość poczynań. Osoby, które miały małą styczność z formami kultury i logicznym rozumowaniem w wyrażaniu pewnych kwestii, prędzej mogą zachorować na tzw. demencję starczą.

Tak więc rozmawiajmy ze sobą. Dajmy dowód drugiej osobie, że nie jest nam obojętna ich opinia. Przecież lepiej się czujemy w towarzystwie osób, które nas rozumieją i kochają. Szukajmy takiego wsparcia. Każdy może coś powiedzieć, zarówno “pakierek” z siłowni, jak i “profesorek” uczelni wyższej.

A na koniec tej nomen omen gadki szmatki, dołączam krótki fragment (jeśli zrozumiecie coś) zachęty do rozmowy:

Abstrachujac od altruistycznych zagadnień metafizycznego pietyzmu
nieadekwatnie jestem gotów pokusić się o stwierdzenie
ze konwersacja z Tobą pobudza moje zmysły

Kapitalistyczny Szwecki Raj

Na mojej półce piętrzą się katalogi znanego Szweckiego sklepu. IKEA. Bardzo ciekawe. Od wielu lat posiadam te reklamówki, a ani razu nie miałem okazji wybrać się do tego sklepu. Jedni uważają IKEĘ za przejaw kiczu, inni za cud współczesnego wzornictwa vel. designu. Notka ta nie będzie jakąś recenzją, reklamą czy krytyczną uwagą, ale zbiorem moich wrażeń i przemyśleń na temat tego sklepu. Bo nareszcie się tam wybrałem.

Nareszcie to zbyt duże słowo. Nie udałem się tam nomen omen z powodu bardzo genialnej reklamy, ale z okazji remontu. A co do reklamy “Ty tu urządzisz”, twórcy udowodnili, że reklama to nie tylko głupie pyskówki o Vanishu lub Lidlu, ale połączenie wspaniałej gry aktorskiej, ciętego dialogu (a raczej monologu) oraz wyśmienitej scenografii autorstwa Allana Starskiego. Nic dodać, nic ująć. Po prostu zobaczyć:

Sklepy IKEA to nie są klasyczne markety z półeczkami i koszykami. To cały kompleks mieszkaniowy, gdzie znajdziesz przedmioty od szpilki do szafy. IKEA to całodzienna wycieczka między Szweckimi meblami. Zaczynasz od pokoju dziennego. Zwiedzasz niczym komnaty Louvru. Oglądasz ekspozycje niczym wyjęte z twojego wymarzonego mieszkania. Nie ukrywam, że gdy wejdziesz o 10 rano to wyjdziesz o 20 wieczorem. Każdy przedmiot ma swoją nazwę (oczywiście po Szwedzku) oraz charakterystyczną metkę, gdzie bez problemu może znaleźć tą rzecz w wielkim magazynie. Nie będę dodatkowo reklamować, bo nie od tego jest ten blog. w połowie naszej wyprawy czeka na nas… Szwedzka restauracja. Bardziej przypomina mi to samoobsługowy bar bistro, ale kuchnia muszę przyznać nie jest zła, a cena też nie za wysoka. Oczywiście co chwila tabliczka, że “Dla państwa tniemy koszty, więc nasze produkty są takie tanie”. Dotyczy to tzw. płaskich paczek do samodzielnego montażu, odnoszenia po sobie tacek ww. barze, bardzo ograniczona ilość obsługi etc. Ot co Szwecka oszczędność. Przechodząc przez pomieszczenia miałem odczucie obracać się wśród egoistycznych snobów. Najciekawsze jest to,że wśród opinii panuje przekonanie, że sklep ten stworzony jest dla klasy średniej i niskiej szukającej tanich i dobrych mebli. Natomiast obserwując osobistości przechodzące obok mnie miałem wrażenie, że ich portfele nie świecą pustkami.

IKEA to własny świat. Na każdym kroju można to dostrzec. Stojaki z bezpłatnymi małymi ołóweczkami oraz papierowymi liniałami. Skomplikowane labirynty ścianek działowych wypełnionymi gadżetami i świecidełkami między modernistycznymi meblami. Dostrzega się tu potęgę działania pewnego systemu ustrojowego który rządzi korporacjami. My jako konsumenci jesteśmy na dole, nie dostrzegając nawet jaka presja na nas działa. Bardzo nie podobają mi się tzw. zabiegi marketingowe stosowane na nas. Wyobraźmy sobie. Jest reklama czy to w gazecie, czy w radiu. Krzesło uniwersalne, składane w cenie 39.90. O, rany. Jaka promocja!!! No i oczywiście, tłumy podążają za tą promocją. Jaki haczyk? Produkt ten można odebrać dopiero w magazynie. Klient musi przejść przez CAŁY sklep. Po drodze oczywiście inne promocje i okazje. “No Włodziu, popatrz jaki ładny stół do kuchni, zawsze taki chciałam mieć. Ten stary ma już z 20 lat. Kupmy, nie jest drogi”. ITD.
I tak koła zębate się obracają, a kasa mnoży pieniądze. Owszem, ktoś powie, że to zabieg stary jak świat, ale nadal aktualny i cwany.

Przechodząc w końcu przez cały sklep docieram nareszcie do kas. Ale tu znowu zaskoczenie. O ile zawsze byłem nauczony, we wszystkich marketach do tej pory odwiedzonych, do kasy udaję się prawą stroną względem taśmociągu. Niespodzianka. Zapraszamy z drugiej strony. Dosyć fikuśne te kasy. No cóż trzeba umieć się rozróżnić w dzisiejszych czasach. Ale to nie koniec. Spoglądam na wprost. I co widzę? Na zakończenie mojej wycieczki bar z Hot-Dogami w cenie 1.50. Nie miałem ochoty na jedzenie, ale że byłem wyczerpany. Miałem ochotę na kubek dobrej kawy. Mówisz masz. Kawa 1.00 zł. Tak więc płacę i czekam… czekam, czekam i czekam. W końcu miła ekspedientka (?) mówi mi, że należy podejść stanowisko obok i zrobić sobie samemu. Wrzątek, kawa rozpuszczalna, cukier, mleko do wyboru. Kolejna (bardzo dwuznaczna) sytuacja. UWAGA: “Zrób sobie loda” Oczywiście automat do robienia kręconych lodów. Mistrzostwo samoobsługi. Naturalnie: “Dla was tniemy koszty”. Nie uważam tego za żadną wadę, ale czułem się wtedy jak jakiś wieśniak, który nie wie jak działa system samoobsługowy. Po prostu. IKEA to styl życia, który zorganizowali nam mistrzowie marketingu i PR-u. Wiele kolorowych szablonów, w które mamy dopasować nasze dotychczasowe życie. Nikt mnie nie zmusza, ale nie jest to wygodna myśl, że ktoś niedaleko mieszka w takim samym szablonie co ja.

Wychodząc ze sklepu odczułem świeżość powietrza i wolność od wielu kreatur patrzących snobistycznie na świat i nie mających własnego psychicznego stylu. IKEA to ten sam przypadek co McDonald’s, Apple, Silesia SC itd. który kreuje własny styl. Narzuca go wszystkim osobom, które przekraczają próg tego sklepu. Powtarzam po raz kolejny. To od nas wszystko zależy. Jeśli ktoś jest idiotą, to nim zostanie. Tylko ludzie odporni na wszelkie zabiegi mają szansę stać się naprawdę niezależni, o ile ktoś takim chce być.

Logo

IKEA to twór doskonały w swojej strukturze, zarówno sklepu w postaci proponowanych usług, co mnie odpowiada. Jeśli chodzi o marketing i jego strukturę, to już gorzej. Lecz nikt o tym nie myśli przeglądając łózka do sypialni, czy marząc o nowej niezawodnej kuchni. Jestem pod wielkim wrażeniem tego co osiągnęli Szwedzi, lecz w głębi duszy wolę pozostać przy mniej komercyjnych sklepach meblarskich. Choć nie wykluczam kolejnych wizyt w IKEI. Jeśli nie meble, to wena. I pamiętaj: Ty tu urządzisz!

Piechotą do lata…

I znów przyszedł piękny maj. Ile bzu i pszczół wokół nas. Wciąż gore słońce i marzenia o wakacjach. W myślach grill, ława i polana. Źdźbła trawy pachnącej i rosa chłodząca. To koniec zimnej aury. Początek letniej przygody. W maju jak w raju.
Dlatego wstawiam te optymistyczne utwory raptem wzięte z miłosnej otchłani późnej wiosny; odskocznia od dzisiejszej nibyMuzyki:


Więcej nie piszę… w końcu dłuuuugi weekend.

“Max Payne” Antologia – recenzja cz.1

Słowem wstępu, blog ten to nie tylko słowo przyziemne i krytyczne w stosunku do otaczającego nas świata, ale także odchylenie się na różne formy kultury. Zacznę od… gry komputerowej. Oczywiście mogłem zacząć od muzyki, bądź filmu, a zaczynam od symulatora “wirtualnej rzeczywistości”.

maxpayne-logo

Gra Max Payne to gra akcji, a dokładnie TPP (Third Personal Shuter), która wybiła się złotymi literami w historii gier komputerowych. Firma Remedy we współpracy z Rockstar Games zafundowała nam godziny niesamowitych popisów nowojorskiego gliniarza imieniem Max Payne. Zemsta jest słodka, według popularnego przysłowia. Tym bardziej słodsza jeśli do drzwi twojego domu zapuka śmierć. Wyobraź sobie, że przychodzisz zmęczony po służbie i zastajesz  żonę i dziecko zamordowane przez bandytów naćpanych syntetycznym narkotykiem – Valkirią. Żadnych śladów i tropów. A twoi bliscy nadal giną. Nie wiesz co masz zrobić. W takiej oto sytuacji znalazł się nasz bohater. Przeniósł się do wydziału walki z narkotykami, a następnie zaczął prowadzić swoje śledztwo… krwawe śledztwo.

maxpayne-2009-04-26-00-13-11-61

Max Payne to pierwsza gra w której wykorzystano piorunujący efekt Bullet Time’u, który wraz z akcją, zamraża krew w kościach i pozwala zobaczyć muskającą nas w ucho kulę z Beretty. Zostało to na tyle dobrze zrobione, że nawet bracia Wachowscy nie powstydzili by się takim efektem. Oprócz znakomitych efektów mamy do czynienia z świetnie złożoną fabułą, która wciąga nas od pierwszej sekundy. Upodabnia się do filmów noir z lat 30 XX w. , tyle że przeniesionego do XXI w. Mamy śledztwo i masę broni, a do tego niesamowity wątek romansu. Ta gra musiała zostać arcydziełem.

maxpayne-2009-04-26-00-16-23-12

maxpayne-2009-04-26-00-17-41-15

Lodowata broń znieczula udo. Śnieżyca stulecia masakruje wiecznie żyjący Nowy Jork. Ale Max się nie poddaje, odkrywa coraz większe przekręty sięgające cały podziemny krąg. Począwszy od prostytucji, przez gangi rodziny Puncinello, kończąc na samej górze. Na głównej sprawczyni całej sprawy… Nicole Horn – prezes grupy Aesir Corp. Max przemierzając  metro, wille rodzin mafijnych, czy  siedziby tajnych służb musi dotrzeć na sam szczyt. Szczyt Nowego Yorku. Po drodze sam poddaje się narkotykowi. Towarzyszą mu przy tym omamy niczym mix tragicznych zdarzeń oraz wspomnień ze wspaniałych lat rodzinnego życia.  Lecz zima nadal trwa…

maxpayne-2009-04-26-00-20-58-41

maxpayne-2009-04-26-00-13-40-83

Premiera gry Max Payne miała miejsce w 2001 roku. Grafika jak na tamte lata była fenomenalna. A dzisiaj wciąż trzyma poziom. Dodatkowym plusem jest możliwość blokowania niecenzuralnych rzeczy (choć nie widzę sensu stosowania tego trybu, jeśli gra jest dozwolona 18+). Cóż będę pisać więcej o grafice :) . Krew tryska jak ma tryskać, natomiast zrobiły na mnie wrażenie  nietuzinkowe scenerie i dostępne tekstury. Poczujemy tu niesamowity klimat nowojorskiego metra, a także stalowo-szklanych drapaczy chmur (fot. poniżej). Muzyka i dźwięki to kolejny majstersztyk. Dialogi nie tylko te oficjalne, ale i odbywające się pomiędzy bandytami nie jednokrotnie sprawiły uśmieszek na mojej twarzy. Motyw muzyczny pewnie nie raz będziecie nucić i gwizdać. Na specjalną aprobatę zasługują cutscenki w formie… komiksu. Świetnie dopasowane teksty i głosy nadają niesamowicie mroczny klimat, no i sarkastyczne docinki Maxa – wisieńka na szczycie deseru. Mnóstwo smaczków (np. miniseriale w telewizorach zlokalizowanych przez wszystkie levele) dają charakter  i duszę grze. Duża interakcja z obiektami w tle doprowadza do tego, że gra nie pozostaje bezmyślną strzelanką, lecz w każdej sytuacji należy użyć mózgownicy. W fabułę wmieszano informacyjne cutscenki w formie wiadomości telewizyjnych lub radiowych, a nawet prasy. Jeśli chodzi o tryby, mamy do wyboru Twardziel, Zimny Trup, oraz Nowojorska Minuta, gdzie każdy level musimy ukończyć w wyznaczonym czasie. Gra podzielona jest na trzy części oraz kilkanaście rozdziałów. Kolejną nowatorską techniką, jak na tamte czasy jest dopasowanie stopnia trudności do gracza. Jeśli idzie nam beznadziejnie, inteligentny “mod” dopasuje się do naszych umiejętności.

Jedyna rzecz jaka mnie irytuje, to “dziwny” uśmieszek Maxia podczas niektórych animowanych cutscenek. Czasami może zdziwić nienaturalna moc niektórych wrogów, a także niesamowite zbiegi okoliczności… ale to tylko gra komputerowa. ;) Do szczęścia brakuje jedynie więcej wolnej woli. Dlatego liniowość fabuły to kolejny grzeszek gry. Ale nadrabia to jej bogactwem i klimatem.

maxpayne-2009-04-26-00-16-55-691

Podsumowując, gra zasługuje na fanfary. Tym bardziej, że firma Play-It postarała się o naprawdę porządne spolszczenie wraz z dubbingiem. W rolę Maxa wcielił się znany aktor – Radosław Pazura. Choć osobiście nie przepadam za nim, to naprawdę nadał charakter nowojorskiemu gliniarzowi i postarał się. Głos kultowy. Grę nabyłem wraz z kolekcją klasyki sygnowaną przez Cenegę: Antologia: Max Payne. Więcej o tej kolekcji w kolejnych częściach. Choć gra mógłaby być odrobinę dłuższa, to jednak sprostała moje zachcianki i oczekiwania. Tym bardziej, że mam do niego szczególny sentyment, może za to że była  pierwszą grą którą przeszedłem niczym twardziel z Berettą w ręku. Każdy, który uważa się za gracza, musi oddać się tej grze. Smak z jakim skonsumuje będzie pamiętać do końca życia. Z niecierpliwością czekam na trzecią odsłonę tej kultowej gry.

MOJA OCENA:
10

<&nbsp>

PLUSY:
+rewelacyjny Bullet Time!
+klimat podziemnego Nowego Yorku
+dowolność broni
+złożona fabuła
+mnogość i różnorodność scenerii

<&nbsp>

MINUSY:
-baaaardzo liniowa
-drobne potknięcia w grafice i logice
11

Szaleństwo Tekstylne

Jakie funkcje ma ubiór każdego człowieka? Ano takie, żeby wygodnie się chodziło no i, żeby zakryć wstydliwe miejsca :) . A przy okazji wyglądać przyzwoicie. Żeby w zimę nie było zimno (brrrrrr), a w lato w miarę chłodno. Żeby nas nic nie pokąsało wraz z wejściem na łono natury i żeby zachować ostateczny respekt wokół rzeczy ogólnie poważanych i świętych. Po to mamy ubranka, żeby się ubrać… Znając nasze życie odzież ma także funkcję reprezentacyjną. Czyli? Mamy się podobać innym? Być ubranym zgodnie ze statusem społecznym? Albo nosić się zgonie z zasadami wytorowanymi już w starożytności? To już jest kwestia sporna.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Wyglądać dobrze, a poddawać się modzie to dwie inne rzeczy. Moda to największy “organ” kierowania ludzkimi potrzebami jaki można sobie wyobrazić. Jeśli chodzi modę którą miałbym szanować, to wyłącznie tak, która jest dziełem sztuki. Jest kreowana przez doskonałych projektantów w stolicach mody na świecie. Szary człowiek (czy biedny, czy ubogi) żyje w przeświadczeniu, że musi się stosować do warunkow stawianych przez modę, a raczej trend komercyjny, bo inaczej zostanie odrzucony ze społeczeństwa. Rozumiem zachować jakieś podstawowe zasady teraźniejszej odzieży, lecz wędrowanie po galerii handlowej w poszukiwaniu hitu sezonu – zielonej koszulki z falbankami oraz dobranie do niej brązowo, zielonych mokasyn z motywem indiańskim to lekka przesada. Niektórzy są zdolni nosić rzeczy skrajnie niewygodne, wręcz niebezpieczne dla naszego zdrowia, po to aby pokazać innemu jakim się jest “cool” lub jaki ma się zasób portfela. Nie chcę przesadzać i wszystkich wskazywać palcami, ale denerwuje mnie sposób podejścia wyświechtanych marek odzieżowych.

Wyobraźmy sobie taką oto sytuację jak zdarzyła mi się minionego weekendu. Otóż jest wiosna, więc postanowiłem zakupić odzież, a dokładnie (uwaga): kurtkę dżinsową. Wybór ten uzasadniam: uważam ją za wygodną, zawsze pasującą do spodni, przedewszystkim “oddycha” w przeciwieństwie do kurtek ortalionowych i “plastikowych”. No i mówi sie, że dżins jest zawsze modny… tzn nie starzejący się. Tak więc udałem się do pewnego największego na południu City Center, jest tam chyba największe skupisko owych sklepów z męską odzieżąw przystępnej cenie. Miałem już w głowie ostateczny krój i styl, czyli… byle jaki, byle MNIE się podobał. Spędziłem tam ok 2 godz. w poszukiwaniu upragnionej kurtki. Co znalazłem? Pośród ok 20 interesujących sklepów, tylko jeden miał wyżej wymienioną kurtkę… tylko, że w rozmiarze M (a ze mnie mały miś :) ). Reszta szklepów reprezentowała jeden i ten sam poziom. Ta sama moda, ten sam styl. Jeśli kurtki, to tylko przeciwdeszczowe i nylonowe (bądź co bądź). Przecież  juz taką posiadam. Dlaczego ktoś ma mi sugerować jak mam się ubierać. Dlaczego mam wygladać tak samo jak stu innych ludzi ubranych w ta samą kurtkę marki XXX? Czy moda (a raczej trend) weszła już w taki stopień, że musimy kupować wg ich zachcianek. Letnie rzeczy mozna kupowąc już w zimie. A koniec lata to moda zimowa. Oczwiście! NIE MUSZĘ! Mam do wyboru: miejski butik, targ lub lumpeks. Wszystkie te rozwiązania wydają mi się o wiele lepsze od galerii handlowych dla nowobogackich, gdzie dla nich ważniejszy jest wygląd i styl, niż wygoda i dobre psychiczne wrażenie.

Chyba wybiorę się do lumpeksu. Tam to dopiero mają wybór bez liku. I niech mi ktoś powie że tego typu sklepy są dla biednych. Dobra i wygodna odzież za grosze lepszy, niż konsumpcyjny kicz wciskany przez koncerny odzieżowe.

Ubierajta się jak chceta! To wasze życie. Jeśli kochacie biegać po galerijach, to biegajta. Jeśli kochacie szperać w koszach to szperajta. Po prostu dajcie ludziom wybór, a nie śmiejcie się z ich wygodnego ubioru.

Następna strona »