Wyciszenie, relaks, kontemplacja. Te słowa przychodzą po obejrzeniu pierwszej części trylogii Qatsi: Koyaanisqatsi. Bez wątpienia mamy do czynienia z pierwszą tego typu produkcją, na tak wielką skalę. Produkcja mówiąca o zagrożeniach na jakie jesteśmy narażeni. Ale to nie jest dydaktyczna bajeczka a’la Al Gore. Tutaj liczą się emocje i siła przekazu. To nie jest film dla pierwszego lepszego gimnazjalisty. Przełknąć tak wielką pigułę nie jest łatwo, tym bardziej, że forma w każdej sekundzie dorównuje treści. Zdjęcia jak na ówczesne czasy zapierają dech w piersiach. Tutaj obraz jest jednolitą całością obejmującą nas i porywającą w środek tragedii, ludzkiego cierpienia i choroby. Nasze bezpieczeństwo zostaje odebrane.
ko.yaa.nis.katsi – w języku Indian Hopi oznacza ‘zwariowane życie’, życie poza równowagą. Spojrzenie z dystansu na naszą cywilizację. I taki ten film jest. Ujęcia to dystansowe odległości od naszego życia. Kompletne zachwianie naszą tradycją. Film składa się zasadniczo z dwóch części. Pierwsza to Czytaj więcej »