Toy Story (1995)
![]()
Aż trudno uwierzyć, że minęło 14 lat od premiery “historyjki o zabawkach”. To pierwsza w całości zrealizowana komputerowa animacja ze stajni Walta Disneya i (debiutanckiego) Pixara. Prekursorem dla Toy Story stała się krótkometrażówka “Tin Toy”, która zresztą otrzymała Oscara w 1989 roku. Od tej pory zmieniło się wszystko. Toy Story stało się cezorą w historii animacji. Zburzono mit, że zwierzęta górują w animacji. Nikt by nie wpadł na szalony pomysł aby to zabawki były bohaterami filmu. A jednak można. I Pixarowi niech będą dzięki!

Mały chłopiec ma bogaty komplet zabawek, które ożywają, gdy istoty ludzkie wychodzą z pokoju. W lalkowej społeczności obowiązuje hierarchia, najwyższym autorytetem cieszy się kowboj. Ale pojawia się zabawka konkurent – kosmonauta. I tu zaczyna się zabawa.
Różnorodność postaci, a raczej zabawek jest ogromnym plusem, który koloruje całą powieść. Mamy doczynienia z sympatyczny plastokowym dinozurem Rexem, kartoflaną głową z dopinanymi członkami ciała – Panem Bulwą, z psem na sprężynie który się wabi Cienki i z masą innych, różnorodnych zabawek. Główny bohater – Chudy, to bardzo przyjacielski lecz tchórzliwy kowboj, który jest najlepszą zabawką w drużynie. Jednak nowy prezent jakim jest kosmonauta Buzz, sprawia mu wiele kłopotów. Wiadomo… bardziej rozbudowany technologicznie. Jednak Buzz nie zdaje sobie sprawy, że jest tylko zabawką. Konflikt klasyczny.

Ubaw po pachy. Teksty naprawdę miażdżą. Jak już napisałem, każdy zabawkowy bohater ma swój charakter. I na tym polega nowatorstwo. W jednym pokoju dzieje się więcej akcji niż w niejednej bajce. Oczywiście funkcja dydaktyczna została zahowana. Bądź miły i grzeczny. Przyjaciel twój… i takie tam. Jednak takie wywody nie dla dzieci (sic!). Oglądając prawie 14 lat temu tą animację, jako brzdąc nie wyczuwałem morału. Dla mnie ważne były kolorki i niesamowity świat. Patrzyłem na to wszystko jak na świecidełko. Nawet się bałem momentami (pseudo zabawki Sida :O). Teraz w filmie dostrzegam drugie dno. Banalne dno, na którym ta cała magia musiała się oprzeć.
Nie jest to film idealny, jednak debiutom powinno się darować. Być może patrzę przez pryzmat sentymentów. Jak to w przedszkolu siedziałem na dywanie i ze starszakami oglądaliśmy Toy Story. A chciałem dodać, że było to pierwsze tchnienie amerykanizmu w młode pokolenie; gdzie urodziny w pizzerii czy wypasione zabawki nie było czymś na co dzień (przynajmniej w moim przypadku). Ma charakter, styl i rys. To się liczy. Więc do nieskończoności i jeszcze dalej!
tytuł oryginalny: Toy Story
rok produkcji: 1995
reżyseria: John Lasseter
obsada (polski dubbing): Robert Czebotar, Jerzy Dominik, Tomasz Sapryk, Jan Kulczycki,
Trailer:
A ponadto:
St. Sojka: “Ty druha we mnie masz”
Wspomniany tu już: “Tiny Toy”
Przygody lampki Luxo Jr:
Ocena:
![]()
1 comment so far
Zostaw odpowiedź
Moja miłośc do Pixara nigdy nie zerdzewieje, a już na pewno przez ich kapitalny debiut. Ten film, czy sie komus podoba czy nie- JEST przełomem w dziejach kina, tak jak napisałeś- pierwsza komputerowa animacja w pełnym metrażu. Ten film to nie tylko kapitalna komediowo-przygodowa zabawa. To coś też więcej- otwarcie kinu nowych horyzontów i możliwości. świat kina animowanego jest takim światem dużych chłopców siedzących przy swoich zabawkach (cztaj – przy komputerze) i bawiących się nimi do woli. W animacji cyfrowej możliwe jest właściwie wszystko- można się posunąć bardzo, bardzo daleko w kreowaniu nowych światów i ten film jest tego zaczątkiem. Co tu dużo mówić- animacja wspołczesna zaszła już bardzo wysoko. Balonikami do nieba
pozdrawiam