Archiwum z kwiecień, 2009|Strona archiwum miesięcznego
“Max Payne” Antologia – recenzja cz.1
Słowem wstępu, blog ten to nie tylko słowo przyziemne i krytyczne w stosunku do otaczającego nas świata, ale także odchylenie się na różne formy kultury. Zacznę od… gry komputerowej. Oczywiście mogłem zacząć od muzyki, bądź filmu, a zaczynam od symulatora “wirtualnej rzeczywistości”.

Gra Max Payne to gra akcji, a dokładnie TPP (Third Personal Shuter), która wybiła się złotymi literami w historii gier komputerowych. Firma Remedy we współpracy z Rockstar Games zafundowała nam godziny niesamowitych popisów nowojorskiego gliniarza imieniem Max Payne. Zemsta jest słodka, według popularnego przysłowia. Tym bardziej słodsza jeśli do drzwi twojego domu zapuka śmierć. Wyobraź sobie, że przychodzisz zmęczony po służbie i zastajesz żonę i dziecko zamordowane przez bandytów naćpanych syntetycznym narkotykiem – Valkirią. Żadnych śladów i tropów. A twoi bliscy nadal giną. Nie wiesz co masz zrobić. W takiej oto sytuacji znalazł się nasz bohater. Przeniósł się do wydziału walki z narkotykami, a następnie zaczął prowadzić swoje śledztwo… krwawe śledztwo.

Max Payne to pierwsza gra w której wykorzystano piorunujący efekt Bullet Time’u, który wraz z akcją, zamraża krew w kościach i pozwala zobaczyć muskającą nas w ucho kulę z Beretty. Zostało to na tyle dobrze zrobione, że nawet bracia Wachowscy nie powstydzili by się takim efektem. Oprócz znakomitych efektów mamy do czynienia z świetnie złożoną fabułą, która wciąga nas od pierwszej sekundy. Upodabnia się do filmów noir z lat 30 XX w. , tyle że przeniesionego do XXI w. Mamy śledztwo i masę broni, a do tego niesamowity wątek romansu. Ta gra musiała zostać arcydziełem.


Lodowata broń znieczula udo. Śnieżyca stulecia masakruje wiecznie żyjący Nowy Jork. Ale Max się nie poddaje, odkrywa coraz większe przekręty sięgające cały podziemny krąg. Począwszy od prostytucji, przez gangi rodziny Puncinello, kończąc na samej górze. Na głównej sprawczyni całej sprawy… Nicole Horn – prezes grupy Aesir Corp. Max przemierzając metro, wille rodzin mafijnych, czy siedziby tajnych służb musi dotrzeć na sam szczyt. Szczyt Nowego Yorku. Po drodze sam poddaje się narkotykowi. Towarzyszą mu przy tym omamy niczym mix tragicznych zdarzeń oraz wspomnień ze wspaniałych lat rodzinnego życia. Lecz zima nadal trwa…


Premiera gry Max Payne miała miejsce w 2001 roku. Grafika jak na tamte lata była fenomenalna. A dzisiaj wciąż trzyma poziom. Dodatkowym plusem jest możliwość blokowania niecenzuralnych rzeczy (choć nie widzę sensu stosowania tego trybu, jeśli gra jest dozwolona 18+). Cóż będę pisać więcej o grafice
. Krew tryska jak ma tryskać, natomiast zrobiły na mnie wrażenie nietuzinkowe scenerie i dostępne tekstury. Poczujemy tu niesamowity klimat nowojorskiego metra, a także stalowo-szklanych drapaczy chmur (fot. poniżej). Muzyka i dźwięki to kolejny majstersztyk. Dialogi nie tylko te oficjalne, ale i odbywające się pomiędzy bandytami nie jednokrotnie sprawiły uśmieszek na mojej twarzy. Motyw muzyczny pewnie nie raz będziecie nucić i gwizdać. Na specjalną aprobatę zasługują cutscenki w formie… komiksu. Świetnie dopasowane teksty i głosy nadają niesamowicie mroczny klimat, no i sarkastyczne docinki Maxa – wisieńka na szczycie deseru. Mnóstwo smaczków (np. miniseriale w telewizorach zlokalizowanych przez wszystkie levele) dają charakter i duszę grze. Duża interakcja z obiektami w tle doprowadza do tego, że gra nie pozostaje bezmyślną strzelanką, lecz w każdej sytuacji należy użyć mózgownicy. W fabułę wmieszano informacyjne cutscenki w formie wiadomości telewizyjnych lub radiowych, a nawet prasy. Jeśli chodzi o tryby, mamy do wyboru Twardziel, Zimny Trup, oraz Nowojorska Minuta, gdzie każdy level musimy ukończyć w wyznaczonym czasie. Gra podzielona jest na trzy części oraz kilkanaście rozdziałów. Kolejną nowatorską techniką, jak na tamte czasy jest dopasowanie stopnia trudności do gracza. Jeśli idzie nam beznadziejnie, inteligentny “mod” dopasuje się do naszych umiejętności.
Jedyna rzecz jaka mnie irytuje, to “dziwny” uśmieszek Maxia podczas niektórych animowanych cutscenek. Czasami może zdziwić nienaturalna moc niektórych wrogów, a także niesamowite zbiegi okoliczności… ale to tylko gra komputerowa.
Do szczęścia brakuje jedynie więcej wolnej woli. Dlatego liniowość fabuły to kolejny grzeszek gry. Ale nadrabia to jej bogactwem i klimatem.

Podsumowując, gra zasługuje na fanfary. Tym bardziej, że firma Play-It postarała się o naprawdę porządne spolszczenie wraz z dubbingiem. W rolę Maxa wcielił się znany aktor – Radosław Pazura. Choć osobiście nie przepadam za nim, to naprawdę nadał charakter nowojorskiemu gliniarzowi i postarał się. Głos kultowy. Grę nabyłem wraz z kolekcją klasyki sygnowaną przez Cenegę: Antologia: Max Payne. Więcej o tej kolekcji w kolejnych częściach. Choć gra mógłaby być odrobinę dłuższa, to jednak sprostała moje zachcianki i oczekiwania. Tym bardziej, że mam do niego szczególny sentyment, może za to że była pierwszą grą którą przeszedłem niczym twardziel z Berettą w ręku. Każdy, który uważa się za gracza, musi oddać się tej grze. Smak z jakim skonsumuje będzie pamiętać do końca życia. Z niecierpliwością czekam na trzecią odsłonę tej kultowej gry.
MOJA OCENA:< >
PLUSY: +rewelacyjny Bullet Time! +klimat podziemnego Nowego Yorku +dowolność broni +złożona fabuła +mnogość i różnorodność scenerii< >
MINUSY: -baaaardzo liniowa -drobne potknięcia w grafice i logice 11Szaleństwo Tekstylne
Jakie funkcje ma ubiór każdego człowieka? Ano takie, żeby wygodnie się chodziło no i, żeby zakryć wstydliwe miejsca
. A przy okazji wyglądać przyzwoicie. Żeby w zimę nie było zimno (brrrrrr), a w lato w miarę chłodno. Żeby nas nic nie pokąsało wraz z wejściem na łono natury i żeby zachować ostateczny respekt wokół rzeczy ogólnie poważanych i świętych. Po to mamy ubranka, żeby się ubrać… Znając nasze życie odzież ma także funkcję reprezentacyjną. Czyli? Mamy się podobać innym? Być ubranym zgodnie ze statusem społecznym? Albo nosić się zgonie z zasadami wytorowanymi już w starożytności? To już jest kwestia sporna.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Wyglądać dobrze, a poddawać się modzie to dwie inne rzeczy. Moda to największy “organ” kierowania ludzkimi potrzebami jaki można sobie wyobrazić. Jeśli chodzi modę którą miałbym szanować, to wyłącznie tak, która jest dziełem sztuki. Jest kreowana przez doskonałych projektantów w stolicach mody na świecie. Szary człowiek (czy biedny, czy ubogi) żyje w przeświadczeniu, że musi się stosować do warunkow stawianych przez modę, a raczej trend komercyjny, bo inaczej zostanie odrzucony ze społeczeństwa. Rozumiem zachować jakieś podstawowe zasady teraźniejszej odzieży, lecz wędrowanie po galerii handlowej w poszukiwaniu hitu sezonu – zielonej koszulki z falbankami oraz dobranie do niej brązowo, zielonych mokasyn z motywem indiańskim to lekka przesada. Niektórzy są zdolni nosić rzeczy skrajnie niewygodne, wręcz niebezpieczne dla naszego zdrowia, po to aby pokazać innemu jakim się jest “cool” lub jaki ma się zasób portfela. Nie chcę przesadzać i wszystkich wskazywać palcami, ale denerwuje mnie sposób podejścia wyświechtanych marek odzieżowych.
Wyobraźmy sobie taką oto sytuację jak zdarzyła mi się minionego weekendu. Otóż jest wiosna, więc postanowiłem zakupić odzież, a dokładnie (uwaga): kurtkę dżinsową. Wybór ten uzasadniam: uważam ją za wygodną, zawsze pasującą do spodni, przedewszystkim “oddycha” w przeciwieństwie do kurtek ortalionowych i “plastikowych”. No i mówi sie, że dżins jest zawsze modny… tzn nie starzejący się. Tak więc udałem się do pewnego największego na południu City Center, jest tam chyba największe skupisko owych sklepów z męską odzieżąw przystępnej cenie. Miałem już w głowie ostateczny krój i styl, czyli… byle jaki, byle MNIE się podobał. Spędziłem tam ok 2 godz. w poszukiwaniu upragnionej kurtki. Co znalazłem? Pośród ok 20 interesujących sklepów, tylko jeden miał wyżej wymienioną kurtkę… tylko, że w rozmiarze M (a ze mnie mały miś
). Reszta szklepów reprezentowała jeden i ten sam poziom. Ta sama moda, ten sam styl. Jeśli kurtki, to tylko przeciwdeszczowe i nylonowe (bądź co bądź). Przecież juz taką posiadam. Dlaczego ktoś ma mi sugerować jak mam się ubierać. Dlaczego mam wygladać tak samo jak stu innych ludzi ubranych w ta samą kurtkę marki XXX? Czy moda (a raczej trend) weszła już w taki stopień, że musimy kupować wg ich zachcianek. Letnie rzeczy mozna kupowąc już w zimie. A koniec lata to moda zimowa. Oczwiście! NIE MUSZĘ! Mam do wyboru: miejski butik, targ lub lumpeks. Wszystkie te rozwiązania wydają mi się o wiele lepsze od galerii handlowych dla nowobogackich, gdzie dla nich ważniejszy jest wygląd i styl, niż wygoda i dobre psychiczne wrażenie.
Chyba wybiorę się do lumpeksu. Tam to dopiero mają wybór bez liku. I niech mi ktoś powie że tego typu sklepy są dla biednych. Dobra i wygodna odzież za grosze lepszy, niż konsumpcyjny kicz wciskany przez koncerny odzieżowe.
Ubierajta się jak chceta! To wasze życie. Jeśli kochacie biegać po galerijach, to biegajta. Jeśli kochacie szperać w koszach to szperajta. Po prostu dajcie ludziom wybór, a nie śmiejcie się z ich wygodnego ubioru.
Rutyna życia.
Pobudka, śniadanie, autobus, szkoła, obiad, nauka, sen, kolacja, click-click, sen… Pobudka, śniadanie, autobus, szkoła, obiad, nauka, sen, kolacja, click-click, sen… Pobudka, śniadanie, autobus, szkoła, obiad, nauka, sen, kolacja, click-click, sen… Pobudka, śniadanie, autobus, szkoła, obiad, nauka, sen, kolacja, click-click, sen… Pobudka, śniadanie, autobus, szkoła, obiad, nauka, sen, kolacja, click-click, sen… ŚMIERĆ
No właśnie. zyjemy w takim, anie innym klimacie. Miasto vel. metropolia i rutyna życia. Znieczulica narodowo-wielkomiejska nadal trwa (a jaki ona upór ma). Nikt nikogo nie zna. nikt nikomu nie pomaga. Wdychamy kilometry sześcienne spalin i dymów. Idziemy, biegniemy, lecimy. Dzień za dniem. Zima w zimę, lato w lato. Chodzimy jak nakręcane zabawki, nikomu nie potrzebne. Stworzone do produkcji, zarabinia mamony. Aż w końcu zostajemy wepchnięci w biurokratyczną maszynkę do mielenia mięsa. NIECH KTOŚ WYDOSTANIE MNIE!!! Uwolni od Dnia Świstaka, wręcz Dnia Świra.
Kocham podróżować, choć nie byłem dalej niż w Niemczech. Kocham pływać, choć nie mogę z przyczyn zdrowotnych. Kocham latać, choć nie mam skrzydeł.
I mógłbym tu wymienić moje marzenia dotyczące miejsc które chciałbym odwiedzić. Oderwać się od tej sztuczności europejsko-polskiej cywilizacji. Poczuć nowość i poznawać nowych ludzi. No właśnie. Ludzie. To oni wszystko stworzyli, ale i z nimi wszystko to można przejść. Różnorodność ras i kultur, jest z jednej strony przekleństwem, a z drugiej strony wielkim błogosławieństwem. Poznajemy tajemnice człowieka. Jego pierwotne zamiary i czyny. Czy maszyna zwierzy nam się w systemie “zerojedynkowym” ze swoich problemów? Wskaże jedynie “Fatal error”. Człowiek to tak rozbudowana machina biologiczna, że nie sposób odkryć jej możliwości.
Dlatego widzę w człowieku nadzieję. Poszukuję prawdy, która zjednoczy, zarówno tych olbrzymich jak i tych maluczkich. To nie maszyna, książka, muzyka, film oderwą mnie od paskudnej rutyny życia, a człowiek wraz z otaczającą innością.
Święta nad Świętami.
Jak ja uwielbiam święta Wielkanocne. Cudowna wiosna. Zieleniące się drzewa. Cud i miód. Ale przedewszystkim okrojenie komercyjności świąt wielkanocnych w porównaniu z świętami Bożego Narodzenia.
Owszem, oba święta mają rodowód religijny i na tym się opierają. Lecz stopniowa dezintegracja religijna, wręcz sekularyzacja światowa spowodowała unitaryzację świąt, czyli przystosowanie, do wszystkich wiar, kultur i języków. Po c0? Jeśli nie wiadomo o co się rozchodzi, to napewno chodzi o pieniądze. No właśnie. Kapitalizm prędzej czy później stworzyl machinę (czyt. maszynkę do pieniędzy) na bazie stworzonych (uchwalonych) świąt przez chrześcijanizm.
Wyobraźmy sobie ciepłe lato. Floryda, palmy i te sprawy. Wchodzimy do najbliższego supermegahipermarketu, galerii handlowej, etc. i natrafiamy na… grubiutkiego, czerwonego staruszka wdzięcznie śpiewającego HO HO HO. W sierpniu Mikołaj? No tak, państwo stricte kapitalistyczne, święta zaczyna już w sierpniu. U nas to jest już koniec października, ale to tak za wczas; zresztą więcej napiszę przy najbliższej okazji, czyli za 8 miesięcy.
Niech niebiosa chwalą, że ta machina nie wzięła się za święta Wielkanocne. Wszelkie akcje komercyjną, są jedynie zabarwione tyranią świątecznych wyprzedaży i okazji. Święta te najważniejsze dla chrześcijan, nie zostały zdeptane. Przeżyłem godnie te święta, zarówno religijnie, jak i w towarzystwie kochającej rodziny. Nie miałem odczucia odruchu wymiotnego na widok zajączków, pisanek i kurek; tak jak to czasami miało miejsce w przypadków mikołajów (tych Coca – Colowych, nie biskupów), aniołków i reniferów.
Święta, święta i po świętach.
Niech żyje Wielkanoc.
Dziś, zamiast paplaniny… awangardowa bomba atomowa (chyba)
„kracajcie merne kreatury”
Pięść, fiść. Onegdaj róża Boża.
Kroma af de struna.
Ahoj, biedna, jedna kowa podko liste liściu.
Anastacja werbi inszą protetykę.
Niebaj krat, ani złości we wraku sitów.
On, on, bon ton,
Herbi napar, spokoju dusz.
Krawi ręka, mędry nie wyzna prawo.
Ole! Dalej kmiecie rozwydrza nasza. Bigość, los.
Wichra porwie nieści blask,
Tworka zabajoną elewationę.
Na nic potrzeba raz ludu, madrość nad mondrościami.
Kiecu, ózgu. Staramy się.
Nia tyczy kraczy loży.
Anna, moja widawo. Kieca twa prości zna,
A nie wierzysz w ludu tomp i wierżak. Och pokuto, marna pokuso,
Law nie wybawi krewi bialej.
Birni patrzają na to rozkosz makabry.
Di ent roza & kapital, libercja i gracja
Gyt bou latawco i śpiwo umysłu,
Zagmer folks futura. Jamem.
O podlizywniu, ciut ciut.
Tytułem wstępu. Miałeś kiedyś niesamowitą okazję, kiedy ktoś chcial Ci się podlizać, wręcz wcibsko (za przeproszeniem) “lizał *upę”? Mnie się to zdarzyło niejednokrotnie. Oczywiście wszystko zależy zarówno od osoby podlizującej, jak i osoby podlizywanej.
Są na tym świecie osoby bardziej podlizujące i mniej. Zależy to wszystko od charakteru i przysposobienia. Podlizywanie może mieć charakter bardzo jawny, lub mniej jawny, ale zawsze wyczuwalny. Bo kiedy my tego nie wyczuwamy, nie ma mowy o podlizywaniu. Są różne rodzaje tego zjawiska. Np.:
- na ładną buźkę
- na słodkie słówka (bez podtekstów)
- na wspólne zainteresowania
- inne – zaobserwowane
Przykład: A: No wiesz, bardzo lubię słuchać Bacha
B (zawzięty metal): Oooo… Wyśmienity artysta. Też go słucham. Á propos, wydał ostatnio jakiś singiel?
Zaś osobą podlizywana może być np.:
- kolega/koleżanka
- profesor wyższej uczelni
- pani Grażynka z warzywniaka (aby dobrała nam dorodne pomidory)
No właśnie, jakie są powody obscenicznego podlizywania się? Ano różne i zależą od sytuacji. Na pewno chodzi o podtrzymanie ważnych kontaktów, zarówno materialnych, jak i duchowych.
Tak reasumując, podlizywania nikt nie lubi, a jakoś funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Takie zjawisko to bardzo dobra sytuacja do podwyższenia własnej wartości i zniwelowania większości kompleksów. Pamiętajcie, jeżeli znajdziecie się w sytuacji wyżej wymienionego “podlizywactwa”, zarówno w pierwszej, jak i drugiej osobie; ignorujcie, a nie krytykujcie, bo dojdzie do czegoś gorszego.
W końcu każdy lubi być odrobinę wyżej od kogoś innego.
Między Nami (I)
Filozofowie od lat zastanawiają się jak uszczęśliwić człowieka. Jak? Po co! Po to jesteśmy na świecie, aby odgadywać samego siebie, pośród plątaniny kłamstw, pochlebstw i podziękowań. Ale do rzeczy.
Czy ktoś może mi powiedzieć, “po jakiego grzyba” mam być uprzejmy dla osoby, która mnie ignoruje, a kiedy nadarza się okazja mam wyjść z pomocną dłonią. No właśnie. Nikt mnie do tego nie zmusza. A jednak czasami się zdarza “uprzejmości” krok. Tak zostałem wychowany. Jako dżentelmen klasy mieszczańskiej, jeśli taką klasę jeszcze można uznać za potomną. Lecz dojdzie pewnie kiedyś do momentu kiedy to będę musiał wybrać pomiędzy egoizmem, a poddaniu się własnej ułomności. Na pewno kiedyś do tego dojdzie. Każdy jest na to narażony. Lecz dla własnego dobra, nie myśl o tym człeku hardy. (Są bardziej przyjemne myśli )
Początek… a gdzie koniec?
Świat nie nadąża za postępem. Jesteśmy psami posłusznymi w rękach naszego umysłu. Dość poważnie zacząłem. Ale czemu się tu dziwić. Nikt przecież tego nie czyta. Wśród milionów weblogów, mam jakieś szanse przedostać się przez gęsty tłum ludzi pozornych, przezornych i pazernych. Mam dwa wyjścia: albo będę odwiedzał regularnie ten ePamiętnik, bądź pozostać przy tym wpisie i skazać go na konanie w męczarniach bitów i bajtów, póki WWW istnieje. Tak więc jestem na zakręcie. Wręcz na rondzie ludzkich marzeń. Nie wiem tylko kiedy zejść ze sceny, kiedy ja nawet na nią nie wszedłem. Pozostańmy ludźmi. Tak na zawsze.
Komentarze (1)
Komentarze (1)
Komentarze (7)